sobota, 15 kwietnia 2017

Bad trip

Źródło: https://web.facebook.com/Teatr-Imperialny
W dobie facebookowego hejtu i instagramowych lajków jest grupa osób, które chronią się przed rzeczywistością w fikcyjnym świecie literatury. Udawanie kogoś innego ma pomóc im poradzić sobie w życiu.

Siedem osób czeka na Dilera. Część z nich siedzi na krzesłach, część na podłodze wśród stosów książek. Cierpliwość powoli im się kończy, narzekają na niepunktualność sprzedawcy. Nagle jedna z dziewczyn zrywa się, wykrzykując, że ma dość i nie czeka dłużej. Zostaje szybko przywołana do porządku przez sprawczynię całego zamieszania – tę, która ich wszystkich tu umówiła. Przecież towar zamówili dla siedmiu osób, nie mogą się teraz wycofać z transakcji. Wywiązuje się żywa dyskusja o wcześniejszych doświadczeniach z Tołstojem, Céline’em, Faulknerem, de Beauvoir. Kiedy w końcu przychodzi Diler, wszyscy niemal rzucają się na jego czarną teczkę. Tak zaczyna się „zła podróż” z Dostojewskim.

Zaproponowana przez Teatr Imperialny rzeczywistość, w której ludzie zamiast narkotyków „biorą” książki, miała szansę być interesująca. Mogła pokazać problem młodzieży niepotrafiącej odnaleźć się w prawdziwym świecie i odgrywającej postacie z książek z nadzieją, że to jej pomoże. Tymczasem ten temat, zdawałoby się, ważny, ginie wśród nadmiaru wulgaryzmów i w ogólnej przesadzie.

Bohaterowie mówili bardzo dużo. Niestety, sporej części ich kwestii po prostu nie usłyszałam, ponieważ aktorzy mieli ogromny kłopot z dykcją i emisją głosu (a siedziałam w pierwszym rzędzie). Szczególnie słabo wypadała scena, w której mieli bad trip – chodzili, biegali, kręcili się po różnych orbitach, wygłaszając przeplatające się monologi. Skupiając się na niewpadaniu na siebie, tracili kontrolę na głosem.
Źródło: https://web.facebook.com/Teatr-Imperialny

Nieco lepiej było pod koniec spektaklu, kiedy bohaterowie po kolei siadali na proscenium i do mikrofonu opowiadali historie swojego życia. Zrozumiałam trochę więcej, choć i tak nie wszystko, ponieważ zwielokrotnione echo z głośników zagłuszało wypowiadane słowa. Scena ta w oczywisty sposób odsyłała do Idioty i przyjęcia urodzinowego Nastazji Filipownej, podczas którego goście opowiadali najbardziej wstydliwe chwile ze swojej przeszłości. Jednak w spektaklu zostały przedstawione tak niewiarygodne historie, że wzbudzały śmiech zamiast współczucia. Trudno utożsamić się z facetem, który był napastowany w komunikacji miejskiej, lub z chłopakiem, który miał romans z własną matką, czy z dziewczynką, która znęcała się nad sparaliżowanym dziadkiem.

Wśród aktorów wyróżniła się Maja Furmaga grająca Warwarę, siostrę Gawriły Iwołgina (Monika Gliwa). Jej kwestie były najlepiej słyszalne, a postać plastyczna i autentyczna. Wyraźnie widać jej większe doświadczenie sceniczne i podstawowe przygotowanie aktorskie.

Na koniec na scenę wyszli Diler (Tomasz Tyczyński) i Chemik (Kamil Żarek), by skontrolować działanie narkotyku. Orzekli, że „Dostojewski w czystej formie działa śmiertelnie” i należy go rozcieńczyć. Ja podziękuję za takie rozcieńczanie.


***
Teatr Imperialny
Tytuł: Dostoevsky-trip
Reżyseria: zespół
Tekst: Władimir Sorokin
Premiera: 5.02.2017

Do przeczytania w kwietniowym numerze dostępnym (bezpłatnie) w instytucjach kultury, kawiarniach i restauracjach w Lublinie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz